<< Audyt sprzętu i oprogramowania - po co? |
Ryszard Krauze - kłopoty i roszady w grupie kapitałowej. >>Autorem artykuły jest
Krzysztof DmowskiW Polsce jest obecnie przeszło 1423 wydawców książek i zakładam, że połowa z nich zajmuje się wydawaniem beletrystyki. A jednak teksów czytać nie chcą. Dlaczego?
W czasach tzw. "komunistycznych" żaden wydawca nie wydał książki prosto spod pióra, a dziś... brak słów. Liczy się tylko zysk. Dawniej wydawcy robili redakcję teksów i książki były naprawdę dobre - tu podam przykład Alfreda Szklarskiego, który pracował jako redaktor w wydawnictwie "Śląsk", a mimo to jego powieści przechodziły redakcję.
Wspomniałem wyżej o K.O. Borchardzie, bo jest to wiele znaczący temat. Redaktorka w wydawnictwie kazała autorowi wyrzucić znaczną część tekstu, bowiem uznała te fragmenty za psujące książkę. Autor kłócił się o każde zdanie. Po wydaniu książki redakorka porzuciła pracę. Ale dziś... dużo trzeba by mówić o podobnych przypadkach.
W naszym kraju brakuje przede wszystkim agencji literackich, które powinny zajmować się autorami.
W wieku dwunastu lat zacząłem pisać książki i robię to do dziś. Mam z tego nie tylko ogromną satysfakcję, ale i czuję spełnienie w tym co robię. Jednak gdy wysyłam e-mail do wydawnictwa z zapytaniem, czy są zainteresowani czytaniem fragmentu tekstu, albo nie dostaje odpowiedzi, albo odpowiedź jest odmowna. Jak można oceniać tekst, którego się nie czytało?
To pierwszy z tematów jakie mnie drażnią. Innym tematem jest ten, że wydawca (pośrednik) zarabiający na mojej ksiące, którą ja pisałem przez wiele miesięcy, oczekuje tego, że ja po napisaniu książki zrobię na własny koszt redakcję! I co jeszcze?
Dlaczego pisarz, który chce zarabiać na swoich książkach musi zakładać własne wydawnictwo?
<< Audyt sprzętu i oprogramowania - po co? |
Ryszard Krauze - kłopoty i roszady w grupie kapitałowej. >>