Jesienna noc. Deszcz bębnił o szyby. Przewracałam się z boku na bok – nie mogłam zasnąć pomimo, iż apartament był bardzo przytulny i umiejscowiony w zabytkowej części krakowa. Miałam dziwne wrażenie, że stanie się coś niezwykłego, pomimo, iż usilnie starałam się oddalić to przeczucie. Po paru minutach bezczynnego leżenia wzięłam do ręki książkę o krakowskim Kazimierzu, ale nie dane mi było ją przeczytać. Nagle przez okno wpadł do mojego pokoju przedmiot wielkości pięści. Przestraszona spadłam z łóżka i upadłam obok niego, biorąc go za kamień. Lecz po bliższych oględzinach uznałam, że nie może to być żadnego rodzaju skała. Był idealnie okrągły i tak czarny, ze zdawało się, jakby wciągał całe światło znajdujące się w pokoju. Zaintrygowana chciałam go dotknąć, ale zbliżając do niego palec, doszłam do wniosku, że branie do ręki niezidentyfikowanego przedmiotu, jest najgłupszą rzeczą, jaką mogłabym zrobić, bo przecież nie wiem, co to jest. Zeszłam więc na dół, wzięłam parę długopisów i wróciłam do sypialni. Gdy przyjrzałam się ponownie dziwnemu obiektowi, który wpadł mi do pokoju przez okno, nie naruszając go przy tym, doszłam do wniosku, że się powiększył, ale założyłam, że jest to niemożliwe. Powodem takiego podejścia, mogła być późna godzina. Usiadłam na łóżku i zaczęłam rzucać w czarną plamę na podłodze długopisami. Gdy zauważyłam, że z każdym uderzeniem długopisu się powiększa, było już za późno – miałam odciętą drogę do drzwi. Nie chcąc dotykać czarnego płynu, w który przemienił się osobliwy przedmiot, postanowiłam wskoczyć na sofę, ale…pośliznęłam się i wpadłam prosto w tą maź. „Już nigdy nie będę polerować podłogi” – to była moja ostatnia myśl, zanim ogarnęła mnie ciemność.
<< Kraków - europejskie miasto kultury - cd | Podbij.pl - Spore zamieszanie >>