Pisarstwo - bilet na życie

<< Tacierzyństwo | Cała prawda o kobietach - w przededniu Dnia Kobiet >>

Autorem artykuły jest Aleksander Sowa

Być może jesteś kimś bez kogo nie mógłbym przeżyć ani minuty, ale potrzebuje kogoś, z kim będę na całe życie. Dziś rozsypałem się w kawałki, jakbym był z hartowanego szkła.

Śnię, by obudzić się i nie słyszeć beczenia owiec już. Z pióra leją się strumienie parującej krwi. Śnię, by nie przemykać krawędzią między nocą a dniem, ale by naprawdę żyć. Tyle, że tak bardzo zimno mi, coraz zimniej z każdym dniem, który znów wypada z moich rąk. Więc wychylam kolejną szklankę mego niespełnienia i zapadam w ciszy mrok. Jego smak między zębami się rozlewa i po brodzie ścieka. Wszak to jeszcze jeden oddech bliżej końca. A owieczki nie znikają. Płaczą grzecznie czekając na swą własną śmierć. By srebrne ostrze na tętnicach błyskiem uwolniło ciepłą, lepką, parującą krew. To ambrozja złudzeń i planów, tęsknot i pragnień. Zajebiście, krzyczysz, bo oto pod twoją powieką, właśnie gaśnie ktoś.

W zimnym deszczu z przerażeniem na mój sen patrzę gorzkie łzy łykając twoich słów. I kołnierzem komercji osłaniając od zacinającego wiatru twarz. Nie otworzę spadochronu, nawet tuż nad ziemą. Bo kto raz spojrzał ku niebu, ten tam zawsze wracać będzie chciał. Choć śmierć zagląda w moje serce ja ze wstydem patrzę wstecz i ze strachem w przód. Burza słów przynosi purpurowe chmury, gdzie spoczywa czyjeś martwe serce. Spijam kroplę swego obłąkania wylewając z siebie słowa abyś zdeptać moją dusze mógł. Wytrzyj zęby z resztek jadu. Nie martw się, wątroba odrośnie mi do rana.

Patrzę na obrazy namalowane słowem, które ty określasz mianem szmiry, gniotu albo generalnie jesteś wciąż na nie. Bo nie, i basta, wszak to JA mam rację! Tak łatwiej jest przełknąć pigułkę koktajlu beztalencia i lenistwa. Z dodatkiem zawiści jak mięta w mym mojito. Więc podciągam drążek by ku niebu się jeszcze wyżej wznieść. Lecę między wierszami unikając asteroid niespełnionej miłości i niedojrzałych kwaśnych jabłek rozczarowań kobietą, mężczyzną, rodzicami, seksem, psem, kotem, szkołą i życiem. Brak kropki, nie ma przecinka, do bani, do kitu, a ja bym to inaczej napisała gdybym ciut mądrzejsza była. Ale nie jestem.

Chcę abyś wiedział, że to właśnie tobie oddaje swój grzech. Własne życie, pasje i genotyp grafomana. Własne sto lat samotności, rajski ogród i nieswój gnój. Tobie wybaczę wszystko co chcesz. Więc roztrącam zawszone jadem zawiści łby i pluje słowem prosto w twarz. Z niedźwiedziem się biorę za bary i dalej na gitarze gram, ciągnąc palce klawiaturą strun na przekór. Może bez celu i przyczyn a może im wbrew. Choć w sercu pobrzękuję stłuczone szkło. Więc proszę pamiętaj, nim znów rzygniesz na imię me: tobie oddaje wszystko co mam.

To mój bilet na życie, to dla moich owiec opuszczony nóż. Tyle, że to właśnie dziś rozsypałem się w kawałki, jakbym był z hartowanego szkła.

<< Tacierzyństwo | Cała prawda o kobietach - w przededniu Dnia Kobiet >>

magazyny do wynajęcia kraków
perfumy męskie Moschino