<< Jak zarabiać na doładowaniach telefonów |
Mózg jako Dynamo Życia >>Autorem artykuły jest
Leszek Maruszczyk
Cóż, była pewna przerwa w publikowaniu postów, więc dziś jako zadośćuczynienie kolejna porcja moich przemyśleń. Generalnie temat będzie o inwestycjach kapitałowych, czyli inwestowaniu na giełdzie (bezpośrednio i pośrednio przez fundusze). Pewnie każdy z Czytelników zna zasadę, żeby oszczędzać co najmniej 10% od kwoty przychodów, a zaoszczędzone pieniądze inwestować.
Cel jest oczywiście szczytny i moim zdaniem właściwy, bo przecież najlepiej dla naszej finansowej wolności będzie, jeśli każda złotówka stanie się naszym pracownikiem, w dodatku taki "pracownik" nie chce podwyżki i nie zakłada związków zawodowych, a tylko od nas zależy jak ciężko będzie dla nas pracował :P .
Jednak, jak to z pracownikami bywa, nie zawsze robią to co szef chce i ta niechęć objawia sie wprost proporcjonalnie do zadań jakimi ich szef obciąży. Nie inaczej jest z naszymi złotówkami: jeśli damy je na lokatę, pracują lekko i zarabiają niewiele, ale możemy spać spokojnie, bo w zasadzie nie ma możliwości "buntu pracowników" (strat na inwestycji), oczywiście im ciężej każemy naszym złotówkom pracować, tym częściej (ewentualnie dotkliwiej) będą się one "buntować" (czytaj: przynosić okresowe straty).
Przytoczyć tu mogę jakże aktualny przykład: niejeden inwestor nakazał pracę swoim złotówkom w lipcu 2007, które w sprzyjających warunkach muszą na GPW się natrudzić, a we wspomnianym okresie giełda nawet dla niezbyt wytrawnego inwestora (czytaj: autora) była co najmniej podejrzana jako odpowiednie środowisko pracy złotówek. Dla wielu inwestorów praca ich pieniędzy powodowała masowe odchodzenie pracowników (złotówek), często odeszła połowa z nich... I tutaj osiągamy sedno sprawy: Niejeden "świeży" inwestor doszedł do wniosku, że całe to oszczędzanie poszło na marne, bo przecież odłożył kwotę X, a teraz ma kwotę 0,5*X (przykładowo).
Wielu pójdzie w rozumowaniu dalej:po co było odkładać te pieniądze, skoro później straciłem połowę, lepiej na bieżąco zaspokajać (nie zawsze niezbędne) potrzeby... Rozumiem rozczarowanie osoby, która odmawiała sobie wielu dóbr, ale spora grupka rozczarowanych nie zadaje sobie pytania: "na co wydałbym te pieniądze, które oszczędziłem?"... No więc spieszę z odpowiedzią: skoro oszczędzałeś i jednocześnie twój komfort życia niewiele ucierpiał, znaczy to, że najprawdopodobniej owe 10% poszłoby na zaspokojenie potrzeb wywołanych impulsem, czyli niejednokrotnie kupilibyśmy rzeczy, które nie dałyby nam żadnych korzyści, natomiast na pewno zabrałyby nam kasę.
Być może pewne grono Czytelników stwierdzi w tym momencie, że oczywiście kupiliby coś przydatnego, jednak czy aby na pewno? Przecież przydatność czegokolwiek nie zależy tylko i wyłącznie od funkcjonalności, zależy także od tego, kto ma danej rzeczy używać i w jakich celach... Zastanów się zatem, czy rzeczywiście byłaby Ci potrzebna kolejna maszyna do ćwiczeń, mająca rzeźbić ciało (reklamowana zresztą przez osoby, które wcale jej używają, a większość życia spędziły na ćwiczeniach w siłowni i stosowaniu skutecznych diet - wystarczy znać podstawowe zasady przemiany materii w tkance tłuszczowej, żeby zdemaskować to kłamstwo), czy cudowny robot do kuchni, pozwalający na szybkie przygotowanie potraw, których nigdy nie jadasz...
Mam nadzieję, że już Czytelniku dostrzegasz, do czego zmierzam: te odkładane 10% przychodów, nawet jeśli nietrafnie (ze stratą) zainwestowane, to jednak pieniądze, które (przynajmniej w części) zachowaliśmy. Jeśli jednak zamiast odkładać oszczędności, wydamy je na coś zupełnie niepotrzebnego, to z pewnością pieniądze te bezpowrotnie utracimy (w wielu przypadkach dodatkowo stracimy powierzchnię nierzadko malutkiego mieszkanka, bo przecież gdzieś ten cały złom musi stać). Na koniec takie małe odwołanie do zasad spekulacji: "ograniczaj straty"-co więc Czytelniku wybierzesz? Możliwość (to nie to samo co pewność) ograniczonej straty w inwestycji, która może zaowocować niezłym zyskiem, czy pewną i całkowitą (100% włożonej kasy i miejsce w mieszkaniu) stratę podczas nieprzemyślanego zaspokajania potrzeb, które wmawiają nam spece od reklamy, które w rzeczywistości nie są Twoimi potrzebami, albo jeśli są, to oferowany w reklamie produkt nie jest w stanie ich zaspokoić??
<< Jak zarabiać na doładowaniach telefonów |
Mózg jako Dynamo Życia >>