A może wiatraczek?

<< Panele podłogowe - a może by tak... | Czy twoje mięśnie Kegla prowadzą Cię do raju? >>

Autorem artykuły jest Leszek Maruszczyk



Dzisiaj coś w ramach odpoczynku od giełdy, funduszy i tym podobnych.
Całe opowiadanie zaczyna się kilka lat temu w małej miejscowości niedaleko Częstochowy w województwie śląskim, w którym wtedy mieszkałem. W tej oto miejscowości sensacją - jak na owe lata - było postawienie kilku wiatraków - elektrowni przez lokalnego biznesmena.



Pamiętam, jak wszyscy w okolicy toczyli spory nad tym, ile to ów biznesmen może mieć kasy, skoro stać go było na postawienie aż 5 wiatraków. Dla niezorientowanych podam tylko, że koszt postawienia jednego wiatraka to kwota od kilkuset tysięcy do kilku milionów złotych. Rozwiązanie tej zagadki przyszło - jak wiele rozwiązań w moim życiu - po otrzymaniu dostępu do internetu. Otóż grzebałem wtedy w googlach nad tym tematem i co znalazłem?

Okazuje się, że postawienie elektrowni wiatrowych wymaga od inwestora jedynie ODPOWIEDNIEJ ziemi pod postawienie konstrukcji. Czemu tylko tyle?

Podczas tamtejszych poszukiwań wiadomości dotarłem do kilku firm specjalizujących się w kompleksowej obsłudze tego typu biznesów - od pomysłu do wymiernych zysków. Firma tego typu na własny koszt robi pomiary siły wiatru (podstawowy parametr, decydujący o opłacalności inwestycji) i jeśli te wyjdą pomyślnie, załatwia dalsze etapy. A te etapy to: uzyskanie pozwoleń i decyzji - tu namęczyć się musi właściciel/inwestor, jednak firma wydatnie pomaga; sfinansowanie (najczęściej na drodze leasingu lub kredytowania przez specjalizujące się w takich przedsięwzięciach międzynarodowe firmy) zakupu i nadzorowanie budowy wiatraka (nierzadko przy użyciu helikopterów).

A co ma z tego inwestor?
Musi oczywiście spłacać raty leasingowe/kredytowe, ale w zamian za to sprzedaje prąd firmom specjalizującym się w dystrybucji energii elektrycznej. Trzeba dodać, że firmy takie mają ustawowy obowiązek skupować tą energię, co wynika ze stosownych ustaw proekologicznych. Różnica między sumą za sprzedaną energię, a ratą jest zyskiem inwestora. I jeszcze jedna dobra wiadomość: wspomniane wcześniej firmy, które prowadza inwestora przez cały proces dokonują już na wstępnym etapie analizy opłacalności całej inwestycji. Po pewnym czasie wiatrak jest spłacony, a inwestor kasuje całość zysków.

A jakie stopy zwrotu może oferować taka inwestycja?
Dotychczasowe doświadczenia zachodnie pokazały, że po odejściu kosztów finansowania inwestycji, spokojnie można wyciągnąć 15-20% rocznie. Musicie przyznać, ze to więcej niż nieźle, biorąc pod uwagę, że jeszcze niedawno hitem u nas były lokaty na 10%, których nie dało się zlewarować kredytem tak jak postawienie wiatraka...

Cała ta wiedza byłaby tylko i wyłącznie ciekawostką dla małych inwestorów indywidualnych, gdyby nie jedna rzecz dotycząca wiatraków, która na wspomnianym zachodzie już funkcjonuje z powodzeniem.

Wspomnijcie fundusze nieruchomości notowane na GPW inwestujące bezpośrednio w budynki i powierzchnie, które dalej są wynajmowane. Tak więc nasi zachodni sąsiedzi tworzą sobie (nierzadko w obrębie jednostek lokalnych, jak nasze gminy) podobne fundusze, tyle że skupione na inwestycji "wiatrakowej". Idea jest podobna jak naszych FIZ-ów nieruchomościowych: Zbiera się kasę, następnie odpowiedni zespół wybiera teren, nadzoruje inwestycję, a potem szczęśliwi posiadacze udziałów w takim funduszu kasują sobie wpływy z zysków. Dodatkowo nie muszą się stresować zawirowaniami na giełdzie, czy w sektorze bankowym, po prostu mają czysty dochód pasywny.

Chciałem ten rodzaj inwestycji opisać w cyklu "Inwestycje niezależne od koniunktury", jednak jak na razie dla szarego człowieka pozostaje tylko postawienie wiatraka, odpada natomiast inwestycja w "wiatrakowy fundusz". No nic, należy sobie życzyć, by i do nas dotarły takie rozwiązania.

Pozdrawiam.

<< Panele podłogowe - a może by tak... | Czy twoje mięśnie Kegla prowadzą Cię do raju? >>

wiedza