<< Oszczędzanie dla dziecka |
Nowoczesne oświetlenie lekiem na depresję >>Autorem artykuły jest
Michał CzubaByć może ten artykuł okaże się dość kontrowersyjny, dlatego pragnę z góry zaznaczyć, że
nie mam zamiaru urazić niczyich przekonań religijnych, chcę podzielić się tylko moimi refleksjami.
Porównanie stosowanych metod do działań marketingowych jest tylko i wyłącznie moją prywatną opinią, która z pewnością będzie przedmiotem krytyki. Z pewnością wielu zgodzi się ze mną, że
w naszym kraju Kościół jest bardzo opiniotwórczy.Znaczenie Kościoła odczuwamy w życiu codziennym, kampaniach społecznych oraz wpływie na politykę. Sztandarowym przykładem może być tutaj znany bardzo dobrze ojciec Tadeusz z Torunia. Śmieje się z niego niby każdy, lecz on sam rozwija swoją działalność nieustannie. Czy wiesz, że sam Kościół (w ujęciu instytucjonalnym) stosuje bardzo zaawansowane, a jednocześnie perfekcyjnie subtelne sposoby sterowania przekonaniami wiernych? Jak zaawansowane strategie kierowania społeczeństwem stosuje? Niejedna agencja marketingowa pozazdrościłaby skuteczności.
Usłyszałem dziś o organizowanej przez Kościół akcji, polegającej na zbieraniu podpisów pod pomysłem, by święto "trzech króli" było dniem wolnym od pracy. Nie byłoby w tym nic szczególnie dziwnego, gdyby nie to, że w kolejce do podpisów poza kilkoma osobami w średnim wieku, zauważyłem dziesiątki emerytów i emerytek. Moje pytanie - dlaczego ludzie, którzy
i tak mają całe dnie wolne decydują o tym, które dni będą pracujące, a które nie? Sam także jestem katolikiem, pewnie w dużej mierze dlatego, że urodziłem się w tym kraju, a nie np. w Indiach. Jestem katolikiem, lecz lubię zadawać trudne pytania. A ten "kolejny wolny dzień" mnie zaintrygował.
Nie, żebym był pracoholikiem. Nie, żebym nie lubił dni wolnych. Z umiarem - czemu nie, każdemu należy się chwila wytchnienia od pracy. Jestem jednak przeciwny takim akcjom, bo w naszym kraju każdy dzień wolny oznacza, że ...
* ogromna rzesza polaków wpada w zakupowy szał. Ludzie dosłownie oblegają centra handlowe. Nie powiem, sam lubię spędzić trochę czasu w dużych galeriach, poobserwować metody marketingowców. Jednak w tych dniach wszyscy robią zapasy, jakby mieli przetrwać miesiąc na Syberii. Jakikolwiek wolny dzień sprawia, że nikogo nie dziwią koszyki wypełnione po brzegi jedzeniem. Tak jakby w tych dniach ludzie jedli więcej...To, z biznesowego punktu widzenia, całkiem niezła rzecz. Problem w tym, że przez ten zakupowy szał (dość krótki zresztą) wielu oszczędza cały miesiąc na czym się da. A na tym tracą inne, niż spożywcza, branże.
* Przed świętami nikt nie pracuje. W ciągu kilku dni przed wolnym dniem większość kontaktów z klientami to gwarant, że pewnikiem usłyszysz "Panie, załatwmy to w przyszłym tygodniu, bo teraz te święta...". A my, Polacy, jesteśmy świetni w odkładaniu spraw na później. Chyba taka narodowa cecha.
Ten okres bezproduktywności to dni stracone pod względem kontaktu z klientami. Owszem, można wtedy zajmować się czymś innym, dopracowywać produkty, szlifować teksty, jednakże dla niektórych branż brak kontaktu z klientem przez kilka dni to spory zastój pracy, mniejsze przychody, mniejsze zyski.
Wracając do instytucji Kościoła. Z ciekawości, z moim nastawieniem obserwatora, chciałem sprawdzić w jaki sposób księża przekonują parafian do tego pomysłu. Zaobserwowałem kilka ciekawych technik, które cytuję i komentuję poniżej. Oczywiście,
jestem w tym całkowicie subiektywny - dla mnie to metody zakrawające o perswazję czy manipulację, kierowanie nieświadomym tłumem i inne dziwne rzeczy... dla innych to po prostu zwykłe prośby i sugestie. Szanuję to.
"Moi drodzy, proszę Was o udział w tej akcji składania podpisów. Nie pozwólmy, by młodzi musieli zmierzać do kościoła w pośpiechu, po pracy. Pozwólmy im przeżyć ten dzień godnie. Kolejny wolny dzień to możliwość większej bliskości z Bogiem."Proszę Was, byście zwrócili uwagę na moje podkreślenie ;-). Przypominają mi się techniki perswazji, o których pisał m.in. Joe Vitale w książce "Hipnotyzm Słowa". Założenia są następujące: niekiedy wystarczy o coś
poprosić oraz odpowiednio to uargumentować, by odbiorca komunikatu przystał na naszą prośbę. A "kolejny wolny dzień" to w moim mniemaniu możliwość większej bliskości z kościelną tacą. Oczywiście, że przejaskrawiłem, ale z pewnością wielu się ze mną zgodzi.
Odchodząc od zbierania podpisów w sprawie wolnych dni, kilka innych wyłapanych przeze mnie przykładów. Cytaty nie wprost, nie słowo w słowo, jednakże sens zachowany.
"Kochani, z pewnością ta inwestycja [budowa nowej świątyni"> w tych trudnych czasach może wydawać się ogromnym przedsięwzięciem. Pamiętajcie jednak, że taki jest boski zamiar, dlatego każdy wspierający tą inwestycję z pewnością otrzyma wspaniałe, boskie błogosławieństwa. Przypomnę przypowieść o wdowim groszu..."Wiecie co, powiem Wam szczerze co o tym myślę. Nie mam nic do Kościoła jako do wiary. Jedni wierzą w Boga, inni nie. Inni wierzą w Allaha, Buddę i wielu innych. Nie zabierajmy nikomu wolności do wyboru wiary. Jednakże Kościół jako instytucja wydaje mi się niekiedy dość trudny do przełknięcia, dość inwazyjnie wkraczający w sferę naszej prywatności. Hasło "nie chce - nie chodzi do kościoła" brzmi w naszym kraju jak obelga. Słowo 'ateista' jest traktowane niemalże na równi z 'antychryst'. To, co boli mnie w tym punkcie dość mocno, to namawianie nas już od najmłodszych lat do wyzbycia się dóbr osobistych na rzecz Kościoła. Gdybyśmy potraktowali to w kategorii stricte finansowej - osobiście wolałbym, by środki przeznaczone na budowę kolejnej świątyni, przeznaczyć na naukę
prawdziwej przedsiębiorczości wśród najmłodszych, nauczyć dzieciaki prawdziwych
metod szybkiej nauki czy
szybkiego czytania. To moim zdaniem byłaby inwestycja, która się zwróci. Rozpisanie konkursów na najbardziej przedsiębiorczych, tak, by skutecznie rozmnożyli te środki - też byłoby dość sensowne.
Kolejne miliony "utopione" w ogromnej nieruchomości (której właścicielem jest Kościół) to niekoniecznie jest
najlepsze rozwiązanie dla społeczeństwa. A to, że robiliśmy tak od wieków wcale nie sprawiło, byśmy byli najlepiej rozwiniętym gospodarczo krajem. Słowem - mogłoby być lepiej.
Czy ktoś z Was ma podobne doświadczenia? Czy ktoś z Was poczuł się kiedykolwiek manipulowany? Bo ja, w całej "miłości do Boga", niekiedy czuję się trochę zbyt mocno manipulowany.
A chyba nie tylko ja tego nie lubię.
PS. Urażonych - przepraszam. To tylko moja prywatna opinia. Tak właściwie, nie ma to chyba większego znaczenia.
PS. 2. Jestem otwarty na konstruktywną dyskusję. Za obrzucanie błotem z góry dziękuję :-) .<< Oszczędzanie dla dziecka |
Nowoczesne oświetlenie lekiem na depresję >>