<< Chemical Wedding |
Brat II >>Autorem artyku³y jest
Piotr £eszykJest to ju¿ drugi z kolei obejrzany przeze mnie – po Obywatelu Milku – film, którego akcja dzieje siê w latach siedemdziesi±tych... Nie ma siê co jednak oszukiwaæ, obejrza³em film kiepski – dzieje pasji jednego cz³owieka (w re¿yserii Jamesa Marsha): Philippe Petit'a – z czego wynios³em wielce pouczaj±ce informacje o tym, jak± to nies³ychan± w³adzê maj± nad cia³em osoby du¿o fizycznie æwicz±ce, oraz ilu ludzi g³ówny bohater skrzywdzi³. Co do tego ostatniego, to fakt, ¿e cz³owiek zdolny nieprzeciêtnie, nie jest zbyt ³atwy w obej¶ciu, ani mnie specjalnie nie dziwi, ani oburza, ale ¿eby dokumentowaæ tê rewelacjê a¿ pó³toragodzinnym, paradokumentalnym filmem (w rolê Francuza Philippe Petite'a wcieli³ siê Paul McGill), to ju¿ spora przesada.
Przede wszystkim powiedzmy sobie od razu, ¿e s³uchaæ i ogl±daæ bêdziemy ¶wiadectw dokumentuj±cych jedno jedyne wydarzenie z ¿ycia 24-letniego wówczas linoskoczka, Philippe'a – tj. przej¶cie na stalowej linie miêdzy wie¿ami WTC. Nie znaczy to, rzecz jasna, ¿e Phlippe niczego wcze¶niej – o czym mo¿na by zgrabn± anegdot± napomkn±æ – nie dokona³, by³ przecie¿ – tr±c±cy (ma³o jednak w filmie wyeksponowanym) blu¼nierstwem epizod przej¶cia po linie miêdzy wie¿ami Notre Dame (wczas gdy we wnêtrzu ¶wi±tyni odbywa³a siê msza); by³ równie¿ epizod australijski – przej¶cie miêdzy przês³ami mostu w Sydney... ¦mia³ych (prawdziwie wrêcz kamikazkich) wyczynów nie brak, wszystkie one jednak, potraktowane s± ledwo zgrzebnie („z grubsza” i „po ³ebkach”), jakby narracja filmu ju¿ na pocz±tku uprzywilejowa³a jeden tylko epizod – amerykañski (manhattañski) mianowicie.
Na film sk³adaj± siê narracje kilku – w ró¿nym stopniu skolegowanych z g³ównym bohaterem – ludzi, obok wiêc bliskiej Philippe'owi kobiety (z któr± ten zrywa, gdy tylko spe³nia siê marzenie jego ¿ycia), s³uchamy ¶wiadectw – g³ównie mêskich – znajomych Petite'a. Nie da siê ukryæ, ¿e historie – zw³aszcza te najbardziej b³ahe – opowiedziane przez silnie gestykuluj±cego Philippe, z tak du¿ym impetem i ³adunkiem emocji, tr±c±, po prostu, kiczem i rad bym w ogóle ich nie s³yszeæ, by nie przekl±æ w my¶lach Petita bodaj z dwa (trzy?) razy... i to chyba w tych najs³abszych, egzaltowanych momentach filmu, nachodzi³o mnie podejrzenie, ¿e niby konspiracyjna/tajna (w skryto¶ci przed w³adzami Manhattanu) misja przerzucenia liny miêdzy szkieletami nowopowsta³ych budynków WTC, to pic na wodê; nachodzi³a mnie my¶l, ¿e to byæ mo¿e takich w³a¶nie spektakularnych wyczynów brak by³o w³adzom Manhattanu, by nadaæ budowie WTC odrobinê wiêcej niesamowito¶ci. Gdybym (poza wszystkim) chcia³ byæ jeszcze wiêkszym z³o¶liwcem, wspomnia³bym równie¿ o ¿enuj±cej ckliwo¶ci, ma³o wiarygodnej emfazie z jak± opowiada siê o WTC; wspomnia³bym o fetyszyzacji, której ulegaj± (zw³aszcza w mowach Petite'a) falliczne totemy dwóch manhattañskich budynków; wspomnia³bym o rewitalizacji sentymentu do zburzonych przybytków handlu etc., etc.
No, ale w ostateczno¶ci, by³y i w tym filmie owe s³ynne „momenty”, dla których warto by³o go w ogóle obejrzeæ... W mojej opinii, s± nimi chwile komiczne – gdy np. jeden z pomagierów Philippe'a przypomina sobie, w wigiliê dnia 7 sierpnia 1974 – gdy pomaga³ Petitowi w mocowaniu liny na szczycie wie¿y WTC, spali³ du¿o „trawy” (w czym niczego dziwnego nie widzi, bo pali trawê regularnie od ponad 30 lat).
Acha! Na temat zapowiadaj±cych ukazanie siê filmów i ksi±¿ek opinii – zw³aszcza za¶ „krytyków” amerykañskich (choæ s± to najczê¶ciej pióra ludzi odpowiedzialnych za komercyjny sukces filmu i osoby je pisz±ce nie posiadaj± ¿adnych intelektualnych kompetencji do opiniowania czegokolwiek) mam wyrobione zdanie i nie jest ono dobre (to mniej wiêcej tak, jak popularny zw³aszcza „tu¿ po” premierach filmów – inicjuj±cy dyskusjê – „g³os z sali”... jest on przesadny, pochopny i nale¿y zwykle do osoby „podstawionej” przez sztab ludzi odpowiadaj±cych za promocjê). Kiedy wiêc rozczyta³em – reklamuj±c± Cz³owieka na linie ulotkê, poczu³em niesmak. Film reklamowany jest bowiem jako znacznie bardziej warto¶ciowy od twórczo¶ci... Alfreda Hitchcoka! Tupeciarze!
Autor: Piotr K.
<< Chemical Wedding |
Brat II >>