Do “Wielkiego Wszechświata” weszłam w garsonce z Kirchoff’a, butach na wysokich obcasach oraz z torebką, w której jak zwykle jest jeden wielki sajgon, i od lat do końca nie wiem co danego dnia taszczę do pracy. Wniosłam zapach Pastel de Cabotine. Po nieudanej trwałej moje długie włosy musiały znaleźć się w śmietniku i długo nie mogłam pogodzić się z faktem, że jeżowisko na mojej głowie robi ze mnie pewną siebie, pozbawioną delikatności jędzę.
<< Jak słowami działać na wszystkie zmysły | Nieuświadomione dzieci to problem >>